Kreacja sylwestrowa

​Sylwester... Szampan, fajerwerki, życzenia od przyjaciół i... odjechane kreacje.

Otóż to. Nie wiem, jak wy, ale ja co roku, tak mniej więcej koło Bożego Narodzenia, wpadam w te same tryby: otwieram szafę i gorączkowo przeszukuję jej zawartość, żeby na koniec wypowiedzieć z rozpaczą ulubione przez naszych mężczyzn zdanie: „Nie mam co na siebie włożyć”.

I dlatego, w tym roku, postanowiłam to zmienić. Tak, wiem, czas postanowień będzie dopiero w Sylwka koło północy, ale powiedzmy sobie szczerze – ile z tych postanowień zwykle dotrzymujemy? No właśnie. Dlatego w tym roku postanowiłam być zapobiegliwa, poukładana i przewidująca; i zadbać o kreację wcześniej. Przy odpowiednich założeniach, oczywiście.

Założenia zaś są takie – skupcie się, bo to ważne - kreacja  powinna spełniać 3 warunki:

1. Być odjazdowa ( w końcu w tą jedna noc pasuje błyszczeć)

2. W miarę wygodna (w końcu mam zamiar w niej tańczyć)

3. I możliwie uniwersalna (czyli nadawać się do ubrania więcej, niż jeden raz. Nawet księżna Kate tak robi.

No dobra, jeszcze czwarte założenie -   powinna mnie nie zrujnować. Co nie znaczy, że musi być ze szmateksu. Ale może.

Jak chodzi o „odjazdowość” kreacji, to zawsze stanowi pewien problem. Co roku różne Jacykowy przewidują, co tam będzie się działo na sylwestrowym parkiecie, ale prawda jest taka, że prognozy sobie,a  moda sobie. Dlatego, zwłaszcza w świetle ostatniego z moich założeń, lepiej jest postawić na to, co nam się podoba, a żeby pokazać światu, że jednak jesteśmy trochę na czasie, słowami panów stylistów kierować się tylko w wyborze dodatków.  Generalnie, najlepiej sprawdzają się takie zestawy:

Klasyczna kiecka, czyli mała czarna. Niezależnie, czy idziemy na naprawdę wypasiony bal, czy organizujemy domówkę u znajomych, mała czarna nie będzie ani za bardzo elegancka, ani za skromna. Co więcej, jeśli tak naprawdę nie wiemy, czego się spodziewać (albo kogo tam spotkamy), możemy błyskawicznie zmienić jej charakter, dodając lub odejmując jakieś gadżety. Mała ma też tą zaletę (patrz punkt trzeci z moich założeń), że w zależności od dodatków może się przydać na imieninach u cioci, a uzbrojona w seksowne szpilki i małą torebeczkę będzie akurat na randkę. Można też pojechać na ostro, jeśli akurat mamy taką fantazję i pewnego pięknego dnia założyć do niej nawet glany; do tego jakaś bransoletka w stylu militarnym a dla oswojenia całego wizerunku -  kilka słodkich kokardek.

Jedna uwaga – „mała czarna” doskonale sprawdza się też w innych kolorach. W sumie to nie wiem, czemu się utarło, ze musi być akurat czarna. Co prawda, ten kolor faktycznie wyszczupla (co o Bożym Narodzeniu u babci może mieć pewne znaczenie), ale też, niestety, dodaje lat i pięknie uwydatnia wszelkie niedoskonałości cery. Dlatego wcale nie upieram się przy czerni. Kto powiedział, że równie dobrze nie posłuży nam mała czerwona? I do tego fajne, czarne dodatki.

Najważniejsze jednak, że do małej, niezależnie jakiego będzie koloru, pasują zarówno szpilki pod samo niebo, jak i balerinki, a nawet „biurowe”, grzeczne czółenka. Ale o butach będzie później.

Drugi typowy zestaw sylwestrowy to błyszcząca góra plus stonowane spodnie. Klasyka sylwestrowa, jak chodzi o górę, to srebro lub złoto. Oczywiście, najlepiej w towarzystwie czerni, ale z powodzeniem może ją zastąpić granat lub grafit. Generalna zasada jest taka, że góra błyszczy i przyciąga wzrok, a dół jest spokojny. Oczywiście, bluzka niekoniecznie musi być srebrna czy złota – po prostu powinna zwracać uwagę – do tego celu doskonale nadają się tez frędzle (genialnie wyglądają w tańcu) lub koronki. Można nawet pokusić się o kreację dwa w jednym i na  zwykły, czarny top narzucić luźną bluzeczkę z mocno prześwitującej koronki, albo pojechać w styl Kate Moss i zapodać sobie kamizelkę; oczywiście z frędzlami. Jeżeli jednak stawiamy na nie-błyszcząca górę, koniecznie powinnyśmy okrasić ją błyszczącymi dodatkami. Do tego przyda się duuużo błyszczącej biżuterii (jest stosunkowo tania i dostępna w większości sieciówek) – kolory to koniecznie złoto, srebro i jeszcze kryształki a la Svarovski.

 

Bal sylwestrowy sam w sobie jest fajnym wydarzeniem, ale jeśli wybieracie się z tej okazji na domówkę i znacie ludzi, którzy tam przyjdą, fajnie jest pokusić się o imprezę tematyczną. To pozwoli wam puścić wodze fantazji i za pomocą dodatków stworzyć coś naprawę odjazdowego. Czyli na przykład Sylwester pod znakiem ABBA, albo Brazylia, albo Zmierzch; albo wersja militarna (to tak a propos Putina i wydarzeń na wschód od Polski). Wszystko tak naprawdę zależy od was i od tego, jak chcecie się bawić. I, niestety, prawda jest taka – jeżeli my, baby się za to nie weźmiemy, to na fantazję naszych mężczyzn (a już na pewno jak chodzi o imprezkę w stylu ABBA), nie mamy co liczyć.

No właśnie, miało być jeszcze o butach. Nie da się ukryć, że buty na Sylwestra są ważną rzeczą – w końcu chodzi nam o 2, pozornie sprzeczne, cele: żeby wyglądać odjazdowo no i żeby tańczyć.

 

Dlatego, nauczona doświadczeniem, zawsze zabieram na Sylwka dwie pary butów, co i wam radzę. Na wielkie wejście dobrze jest mieć wystrzałowe, pojechane szpilki, służące głównie do robienia wrażenia, bo na pewno nie do chodzenia. A potem, jak już wszyscy będą trochę... zmęczeni, można niepostrzeżenie wsunąć na nogi balerinki. Uwaga – o ile te ostatnie możemy od biedy wcisnąć gdzieś do torebki, o tyle szpilki już się tam raczej nie zmieszczą. No i tu właśnie czai się pewien problem, bo łatwo jest, wracając nad ranem, zostać Kopciuszkiem (i to podwójnym) i zostawić na sali balowej oba pantofelki. Dlatego, jeżeli ktoś ze znajomych jest na tyle miły, że posiada przy sobie dużą torbę (albo samochód), należy niezwłocznie po założeniu balerinek upchać tam te drugie buty. Znaczy, pierwsze. Znaczy, kij z tym – te niewygodne, służące do wyglądania. A wy, jakie macie pomysły na kreacje?

Zobacz również

Kontakt

Tel: 802 697 845

E-mail: kontakt@gagazz.pl

Doradzimy gdzie najlepiej spędzić Sylwestra, i dlaczego warto wybrać góry! 

Sylwester