Najnowsze video

Sami komponujmy swoje życie

Z perspektywy słuchacza

Miłość od pierwszego usłyszenia

Szedłem do szkoły: na uszach słuchawki podłączone do walkmana, słońce było już wysoko, a jego promienie niezatrzymywane przez żadną chmurę, rozświetlały okolicę i osoby idące - każda w swoją stronę. Wszystko to pełne było kolorów, wesołych, świeżych i jeszcze ten wiatr, który delikatnie muskał moją skórę. Obrazy sprawiały wrażenie, jakby były następstwem dźwięków wydobywających się z słuchawek. Obrazy i dźwięki razem tworzyły pewną całość, wręcz doskonałą. Muzyka w tej chwili zmieniała moją percepcję – otwierała na świat, sprawiała, że dostrzegałem rzeczy, których wcześniej nie zauważałem.

 

 

Mile wspominam chwile, kiedy ukradłem z szuflady starszej siostry kasetę Boba Marley'a
z walkmanem i poszedłem z nim do szkoły. Można by było pomyśleć, że fakt kradzieży wywołał we mnie podniecenie, które zmieniło odbiór rzeczywistości. Jednak idąc dzisiaj z słuchawkami na uszach i puszczając Boba czuję się tak samo jak 13 lat temu.

Właśnie wtedy rozpoczęła się moja miłość do muzyki. Od tamtej pory jesteśmy parą i nie rozstajemy się nawet na jeden dzień. W swych uczuciach nie jestem odosobniony. Dla wielu z nas muzyka jest ważną częścią życia: relaksuje, dodaje energii, wychowuje, edukuje, rozwesela, smuci, wywołuje wspomnienia, polepsza koncentracje, leczy, uspokaja, wywołuje agresję … Można by było jeszcze długo wymieniać – każdy tworzy swój związek jak chce.


Od muzyki do subkultury

Korzystając nadal z analogii do uczucia i związku kobiety z mężczyzną, muzyka – tak jak partnerka - zaczęła zmieniać moje życie.

W pierwszej fazie naszego związku nastąpiło zauroczenie jej mroczną stroną – metalem. Pod jej dyktando zapuściłem długie włosy, zacząłem nosić czarne ubrania no i oczywiście glany. Kiedy dowiedziałem się, że w jaworskim zamku organizowane są koncerty, byłem szczęśliwy, że będę mógł „spotkać się z nią” na żywo.

To były wspaniałe przeżycia: bawiłem się na wszystkich zespołach. Jeszcze kilka dni po koncercie czułem się przepełniony tamtą energią. Tak jakby koncert naładował moje akumulatory. Zauważyłem też pewną niedoskonałość mojego związku. Muzyka metalowa była dla mnie bardzo atrakcyjna – energiczna, przebojowa, modna, ale brakowało mi czegoś głębszego.

Zaczęły mnie interesować inne zespoły, które razem z metalowymi wystąpiły w zamku. Grały one punk – hardcore i grind core. W odróżnieniu od metalu ich muzyka nie istniała sama dla siebie, pełniła także funkcję przekaźnika. Wtedy zerwałem z metalem i zacząłem interesować się muzyką zaangażowaną.

Następstwem tego był bunt i rozczarowanie szczególnie wobec szkoły. Nie odpowiadał mi skonwencjonalizowany charakter zajęć podyktowanych odgórnie narzuconym programem. Każda próba dialogu, jaki podejmowałem z nauczycielami kończyła się stwierdzeniem „nie filozofuj”. Miałem wrażenie, jakby zamykano mi usta.  Z klasy do klasy „prześlizgiwałem” się na samych dwójach. Nie miałem ambicji na nic więcej – czułem, że nie jest to tak naprawdę wartościowe.   

Wiedzę czerpałem z innych źródeł. Stałem się częścią środowiska  muzycznego, a w szczególności punkowego, które w moim mieście istniało od wczesnych lat 80. Razem ze znajomymi słuchaliśmy tej samej muzyki. Identyfikowaliśmy się z jej przekazem krytykującym konsumpcyjny model społeczeństwa, wojnę, rasizm, konformizm. Z tekstów utworów muzycznych dowiadywałem się o sytuacji na świecie. Tych wiadomości nie dostarczała mi szkoła, a już na pewno nie telewizja.

Patrząc z perspektywy lat, muzyka była dla mnie furtką do zdobywania dalszej wiedzy, którą nazwałbym „bezinteresowną”. Rozpoczęła proces samorealizacji i samorozwoju –  dzięki czemu zacząłem bardziej świadomie żyć. Nie chciałem dłużej bezkrytycznie przyjmować rzeczywistości – zacząłem ją kreować.

Z perspektywy wykonawcy

Pierwsze dźwięki

W moim związku z muzyką czułem się egoistą. Ciągle coś z niej czerpałem, ale nie dawałem nic od siebie. Szybko postanowiłem to zmienić. Pożyczyłem od kolegi gitarę klasyczną i zacząłem uczyć  się grać. Nauka pochłonęła mnie w całości – wracałem ze szkoły i grałem, dopóki sąsiedzi nie walili w ściany i rury.  Byłem samoukiem – puszczałem utwory i próbowałem się do nich dograć.

Nie minęło pół roku, a miałem już gitarę elektryczną i swój własny zespół hardcorowy. Zagraliśmy dwa całkiem dobre koncerty i potem się rozpadliśmy. Mama wokalisty zabroniła mu z nami grać – mieliśmy wtedy po 16 lat.

Zaraz potem zacząłem grać z moimi starszymi  kolegami. Oni mieli po 20 lat, więc ich mamy nie miały zbyt dużo do gadania. A ja byłem zbuntowany i nikt nie mógł mnie powstrzymać od grania.  

Od garażu do Woodstocku

Moja muzyczna przygoda rozwiała się bardzo szybko. Dostałem propozycję grania z najbardziej znanym punkowym zespołem w moim mieście. Zielone Żabki były u nas legendą. Nawet się nie zastanawiałem i z od razu potwierdziłem chęć współpracy.

Pierwszy koncert z Żabkami zagrałem na Woodstocku. Była to mała scena woodstockowa – dla mnie ogromna. Wcześniej zagrałem kilka koncertów dla garstki osób i nagle musiałem zmierzyć się z kilkutysięczną publicznością.

Wyszedłem z tego starcia bardzo poturbowany. Cały koncert stałem bez ruchu – myśląc tylko
o tym, żeby się nie pomylić. Po występie nic z niego nie pamiętałem – aż tak bardzo sparaliżował mnie strach.  Byłem bardzo niezadowolony. Musiałem coś zrobić, żeby nie powtórzyło się to na kolejnych koncertach. Wtedy doszedłem do wniosku, że nie gram tylko dla publiczności, ale również dla siebie: koncert powinien dawać mi satysfakcję, musi być zabawą również dla mnie. Zmiana myślenia pomogła.


Muzyka rebelii

Scena punkowa  zaliczana jest do ruchów kontrkulturowych czy też kultury alternatywnej. Koncerty, które zgrałem pokazały mi jak mocno zorganizowane jest to środowisko. Tworzy ono miejsca całkowicie niezależne, które można nazwać  niezależnymi centrami kultury. Skupiają się wokół nich duże grupy osób, a ich działalność nie ogranicza się tylko do muzyki. Organizowane są wystawy plastyczne i fotograficzne, pokazy filmów, panele dyskusyjne i różnego rodzaju demonstracje. Taką formę kultury można nazwać „kulturą czynną”.  Niestety środowiska te są mocno odizolowane od reszty społeczeństwa, toteż zasięg ich przekazu jest ograniczony.

Transmisja tego przekazu jest jednym z celów, na których opieram swoją twórczość. W momencie komponowania utworu jestem całkowicie zależny od stanu ducha – od tego zależy, czy utwór będzie szybki i wesoły lub smutny i wolny. Muzyka jest tak naprawdę językiem duszy – język ten jest pierwszą częścią przekazu. Drugim elementem są teksty, pisane przez naszego wokalistę Smalca – inspiracją do ich tworzenia są wspólne dyskusje. Gotowa kompozycja składa się dwóch przekazów. Są one równoległe wobec siebie.

Dwa poziomy muzycznego przekazu

Warstwa muzyczna to transmisja energii i emocji. W tym przypadku koncert polega na wytworzeniu  wspólnie z publicznością energii. Publiczność nie jest biernym odbiorcą, od jej reakcji na muzykę zależy całe powodzenie koncertu. Potrzebne jest ciągłe oddziaływanie muzyków na odbiorców i odwrotnie. Po udanym koncercie – zarówno w roli twórcy, jak i słuchacza – jestem pełen energii i inspiracji.

Warstwa tekstowa to transmisja myśli i idei. Od małego jesteśmy mobilizowani do nauki. Wiele razy spotkałem się ze słowami – ucz się, to będziesz kiedyś dużo zarabiał i będziesz kimś. Powtarzali mi to i nauczyciele, i rodzice. Tak rośnie generacja, która myśli o innych w kategoriach tego co posiadają – w ten sposób myśli również o sobie.

Uczymy od dziecka przywiązania do rzeczy materialnych. Zaspakajanie materialnych i fizycznych pragnień staje się naszą drogą życia. Zapominamy przy tym uczyć empatii, uwrażliwiać na los innych. W moim mniemaniu wiele osób zamiast po prostu żyć, konsumuje swoje życie, miłość
 i wolność.

W tym kontekście nasze teksty wyręczają szkołę, telewizję, gazety. Staramy się pokazać inne wymiary rzeczywistości. Zachęcamy ludzi by sami zaczęli „malować swoją rzeczywistość”. Mówimy też o wielu problemach, które nie zostały rozwiązane, a są wręcz pogłębiane. Mowa tu
o wojnach, obłudzie i hipokryzji polityków, rasizmie, głodzie, wykluczeniu – to tylko kilka przykładów, jest ich bardzo wiele.

Alternatywny przekaz motorem zmian

Z mojego doświadczenia wiem, jak duże jest oddziaływanie muzyki. Zbuntowanego 16 latka nie interesuje szkoła, która nie spełnia jego oczekiwań. Nie identyfikuje się z uznanymi, moralnymi autorytetami, tylko ze swoimi muzycznymi idolami. Wsłuchuje się w to, co mają do powiedzenia w swoich tekstach i stara się je urzeczywistniać.

Oddziaływanie muzyki zaangażowanej nie ogranicza się tylko do kręgu nastolatków.  Można ją rozszerzyć na całą, umownie nazwaną młodzież. Potrzebuje ona takich treści, ponieważ obecny stan rzeczy nie spełnia jej oczekiwań. Potrzebuje bodźców, aby burzyć monotonię, stagnację
i konwencje.  

Dzięki  muzycznej transmisji idei i energii nawzajem się uczymy, wspomagamy i inspirujemy. Nieraz słyszałem, że mam głowę w chmurach, że życie jest brutalne i można się obudzić z ręką w nocniku, a bunt jest tylko dla nastolatków. W odpowiedzi mogę powiedzieć: ja swoje wiem – to młodzież jest motorem zmian!

Lisu    

 

Najbliższe koncerty

ZAPRASZAMY

24.02 - Będzin
25.02 - Kraków
26.02 - Wrocław
02.03 - Gliwice
03.03 - Tarnowskie Góry
04.03 - Zduńska Wola
09.03 - Otwock
10.03 - Warszawa
11.03 - Skierniewice
16.03 - Londyn
23.03 - Skarżysko
24.03 - Rzeszów
25.03 - Tarnów
29.03 - Szczecin
30.03 - Świnoujście
31.03 - Sulęcin
13.04 - Leszno
14.04 - Poznań
27.04 - Racibórz