Kategorie
Biznes

Liczba cyberataków na firmy zwiększa się z każdym rokiem.

Podatność firm na cyberataki znacząco wzrosła w czasie pandemii, co wiązane było z wprowadzeniem na dużą skalę pracy zdalnej. Kolejne miesiące, mimo stopniowego powracania pracowników do biur, przyniosły dalsze wzrosty cyberincydentów, których efektem może być wyciek bądź utrata wrażliwych, firmowych danych. Koszty takich incydentów są dla przedsiębiorstw coraz wyższe – w tym roku wzrosły globalnie do 4,35 mln dol. Wśród przedsiębiorstw – również w Polsce – rośnie także świadomość dotycząca konieczności posiadania odpowiednio zaprojektowanego systemu ochrony danych i bezpieczeństwa infrastruktury IT. 

– Świadomość zagrożeń IT w ostatnich latach mocno wzrosła, bo i ataków jest dużo więcej – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Biel, sales channel manager w Synology.

Jak pokazuje tegoroczny „Barometr cyberbezpieczeństwa”, opracowywany przez firmę doradczą KPMG jeszcze przed wybuchem wojny w Ukrainie, w 2021 roku 69 proc. firm w Polsce odnotowało przynajmniej jeden cyberincydent. Co piąta zauważyła wzrost liczby prób cyberataków w porównaniu do 2020 roku. Ubiegłoroczny raport z tego cyklu pokazał, że to okres pandemii i wdrożenie pracy zdalnej zwiększyło podatność biznesu na zagrożenia. Liczba podmiotów odnotowujących cyberataki wzrosła wówczas o 10 pkt proc.

Badanie przeprowadzone przez KPMG pokazało też, że w ocenie firm największe ryzyko stanowią incydenty związane z utratą lub naruszeniem danych. Firmy najbardziej obawiają się ataków socjotechnicznych nakierowanych na wyłudzenie danych uwierzytelniających (phishing) oraz złośliwego oprogramowania (malware).  Skutkiem cyberataków przeprowadzonych za ich pomocą może być wyciek wrażliwych danych lub zablokowanie do nich dostępu poprzez ich zaszyfrowanie, a następnie żądanie okupu.

Utrata danych to dla firm bardzo poważny problem. Z badań wynika, że ok. 60 proc. przedsiębiorstw miało w ostatnim czasie kontakt z jakąś formą ataku na dane, na firmową infrastrukturę. I to może wiązać się z blokadą pojedynczego stanowiska pracy, ale bardzo często jest to blokada całej infrastruktury i jej konsekwencje mogą być różne: od przestoju po poważne problemy finansowe czy prawne dla takiej firmy – mówi Przemysław Biel.

Jak pokazuje raport IBM Security, w ubiegłym roku średnie koszty incydentów naruszenia danych wzrosły z 3,86 do 4,24 mln dol. i był to najwyższy wynik w 17-letniej historii tego badania. W bieżącym roku te koszty wzrosły po raz kolejny – do 4,35 mln dol. (najwyższe są w branży opieki zdrowotnej, gdzie sięgają 10,1 mln dol.). Tegoroczny raport „Cost of a Data Breach 2022” pokazuje też, że 83 proc. firm nie zastanawia się nad tym, czy dojdzie do naruszenia ochrony danych, ale kiedy. Z kolei raport Cybersecurity Ventures szacuje, że w przyszłym roku roczne koszty szkód spowodowanych cyberprzestępczością wyniosą 8 bln dol. i będą dalej rosły – o ok. 15 proc. rocznie – by w 2025 roku przekroczyć 10 bln. dol.

Jak zauważa ekspert Synology, wzrost obaw i kosztów utraty bądź naruszenia firmowych danych jest w dużej mierze efektem wprowadzenia inicjatyw związanych z cyfryzacją oraz pracy zdalnej, którą wymusiła pandemia COVID-19.

– Według badań ok. 80 proc. firm, które wprowadziły pracę zdalną, wdrożyło rozwiązania VPN. I to jest dobry znak, natomiast najsłabszym ogniwem w całej tej infrastrukturze bezpieczeństwa jest człowiek, a tu świadomość ciągle nie jest tak dobra i wymaga szkoleń – mówi sales channel manager w Synology.

Dane KPMG pokazują, że w trakcie pandemii pracę zdalną wprowadziło 83 proc. polskich firm. W zdecydowanej większości z nich (77 proc.) została ona oparta na wykorzystaniu służbowych komputerów i dostępu do zasobów firmowych za pośrednictwem szyfrowanych połączeń VPN. Ogromna część użytkowników jest jednak niewystarczająco przeszkolona w zakresie cyberbezpieczeństwa.

W raporcie dotyczącym naruszenia bezpieczeństwa danych Agencja Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA) zauważa, że wprawdzie naruszenia bezpieczeństwa danych spowodowane cyberatakami kosztują więcej, ale błędy ludzkie również generują znaczne koszty sięgające 2,74 mln euro. Co więcej, finansowe skutki są odczuwalne nie tylko w momencie odkrycia naruszenia danych, ale mogą trwać jeszcze ponad dwa lata po tym, kiedy doszło do takiego incydentu. Z danych ENISA wynika również, że większe koszty naruszeń bezpieczeństwa danych ponoszą mniejsze firmy (zatrudniające 0,5–1 tys. osób) – w ich przypadku średni koszt takiego incydentu to ok. 3 tys. euro na pracownika. Natomiast w przypadku dużych organizacji, zatrudniających ponad 25 tys. osób, wynoszą one średnio 173 euro na pracownika.

Każde przedsiębiorstwo – niezależnie od wielkości i branży – powinno mieć jednak odpowiednio zaprojektowany system ochrony danych, obejmujący kontrolę dostępu opartą np. na biometrii albo kluczach sprzętowych, fizyczne zabezpieczenia, systemy kopii zapasowych (wspierające szyfrowanie) oraz mechanizmy wysokiej dostępności.

Aby skutecznie ochronić infrastrukturę i dane firmy, zaleca się zaplanować i zbudować cały system dotyczący zarówno kontroli dostępu, jak i zabezpieczenia tych danych. Mowa tu o kontroli dostępu do systemów np. za pomocą biometrii oraz monitoringu infrastruktury firmy, kontroli wyjść i wejść do firmy oraz kontroli dostępu do sprzętu IT. I tutaj są potrzebne zarówno systemy backupu, jak i zabezpieczenia sieciowe – mówi Przemysław Biel. – Wszystko to w połączeniu z odpowiednio wyszkolonym personelem pozwala uniknąć większości zagrożeń.

Jak podkreśla ekspert Synology, jednym ze słabszych elementów systemu IT są hasła w procesie uwierzytelniania. Dlatego w tej chwili powszechnym trendem na rynku jest dążenie do ich eliminacji.

– W tym celu wprowadzane są technologie wykorzystujące biometrię. Przykładowo w Synology Secure Sign In można się logować do urządzenia za pomocą odcisku palca. Aby uprościć proces logowania, wykorzystuje się też centralne systemy uwierzytelniania i zarządzania tożsamością, jak np. Synology C2 Identity, który pozwala na zarządzanie tą tożsamością w chmurze, co można wykorzystać także w pracy zdalnej. To rozwiązanie upraszcza proces logowania zarówno do stacji roboczej użytkownika, jak i do wszystkich jego usług online. Dzięki temu unikamy wielokrotnego wpisywania haseł do każdej usługi z osobna, co minimalizuje ryzyko ataków i błędów – wyjaśnia Przemysław Biel.

Ważnym elementem infrastruktury bezpieczeństwa są również systemy kopii zapasowych, które – w przypadku cyberataku bądź incydentu naruszenia bezpieczeństwa wywołanego błędem ludzkim – pozwalają szybko przywrócić dane oraz możliwość dalszego funkcjonowania firmy.

Obecnie zaawansowane systemy do kopii zapasowej, jak np. Synology Active Backup Suite, są dużo bardziej przystępne kosztowo nawet dla małych firm. Model bezlicencyjny wymaga od nich tylko zakupu urządzenia o odpowiedniej wydajności dla danego środowiska i na tym koszty się kończą – mówi ekspert.

Badania KPMG wskazują, że w zakresie monitorowania bezpieczeństwa co trzecia firma określa swoje zabezpieczenia jako w pełni dojrzałe. Podobny odsetek wskazuje na pełną dojrzałość w zakresie zarządzania tożsamością i dostępem. Znaczące inwestycje w tych kategoriach planuje odpowiednio 10 i 8 proc. badanych firm.

Kategorie
Biznes

W 2023 roku płaca minimalna wzrośnie w Polsce dwa razy.

Ze względu na galopującą inflację pracodawcy w przyszłym roku dwukrotnie podniosą wynagrodzenie minimalne: w styczniu i w lipcu. Po tej drugiej podwyżce jego wysokość netto będzie na poziomie dwukrotnie wyższym niż jeszcze w 2015 roku. Większość ekonomistów uważa, że podnoszenie płacy minimalnej nie prowadzi do wzrostu bezrobocia, jednak przyszły rok będzie trudniejszy na rynku pracy z powodu ogólnego spowolnienia gospodarczego. Kwestia płacy minimalnej w ciągu dwóch lat zostanie uregulowana na poziomie unijnym, ale w przypadku Polski nie powinno się to wiązać z dużymi zmianami. 

Od stycznia 2023 roku najniższe wynagrodzenie brutto będzie wynosić 3490 złotych, a od lipca – 3600 zł. To odpowiednio o 15,9 proc. i o 19,6 proc. więcej niż w 2022 roku. Niewiele mniej wzrosną minimalne stawki godzinowe dla umów cywilnoprawnych – o 15,7 proc. (do 22,80 zł) po Nowym Roku i o 19,3 proc. (do 23,50 zł) sześć miesięcy później. Dwukrotna podwyżka wynika z przepisów ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, według których jeśli prognozowany na następny rok wskaźnik cen wynosi co najmniej 105 proc. (inflacja na poziomie 5 proc.), ustala się dwa terminy zmiany wysokości płacy minimalnej.

Pracodawcy nie mają wyboru i muszą podnieść dwa razy wynagrodzenia dla tych pracowników, którzy otrzymują płacę minimalną, ale też jest tak, że w związku z wysoką stawką inflacji pracownicy mogą chcieć więcej zarabiać. Więc podwyżki nie będą dotyczyć wyłącznie tych osób, które otrzymują wynagrodzenie minimalne, ale pracodawcy będą musieli się liczyć z tym, że dla części pracowników wynagrodzenia, pomimo gorszej sytuacji ekonomicznej, muszą być wyższe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Jeszcze w 2015 roku najniższa pensja wynosiła 1286,16 zł netto, a od 1 lipca 2023 roku będzie to 2783,86 zł netto, czyli przeszło dwukrotnie więcej. Pobiera ją około miliona pracowników w Polsce.

Sektor finansów publicznych ze względu na ewentualne zacieśnianie wydatków w 2023 roku może mieć problem z podwyższaniem wynagrodzeń i dlatego też w 2022 roku wysokość podwyżek nie była tak duża jak np. w sektorze prywatnym. Natomiast wydaje mi się, że sytuacja budżetowa różnych instytucji publicznych jest na tyle dobra, że pozwala na zrealizowanie tych podwyżek w przyszłym roku – mówi Piotr Arak.

Jak przyznaje, przyszły rok będzie ciężki dla rynku pracy i zatrudnienia w Polsce, ale przyczyną nie będzie wzrost płacy minimalnej

– Wprowadzana i podwyższana płaca minimalna dla poszczególnych sektorów gospodarki w przeszłości najczęściej, według badań ekonometryków, prowadziła do tego, że zwiększała się produktywność tych sektorów – mówi dyrektor PIE. – Albo też znaczący wzrost wysokości wynagrodzeń, i to niekoniecznie wyłącznie przez wysokość płacy minimalnej, prowadził do automatyzacji czy robotyzacji pewnych sektorów. Natomiast wynagrodzenia podnoszące się w gospodarce do tej pory nie miały wielu negatywnych efektów, częściej pozytywne, przynajmniej według tych badań, które były do tej pory realizowane.

Niewykluczony wzrost stopy bezrobocia będzie pokłosiem spowolnienia gospodarczego lub nawet recesji w pierwszym półroczu 2023 roku. Obecnie bezrobocie w Polsce jest jednym z najniższych we Wspólnocie. Według danych Eurostatu zgodnie z unijną metodologią we wrześniu niższe było tylko w Czechach (2,2 proc. vs. 2,6 proc. w Polsce). Z najnowszego „Raportu o inflacji NBP” wynika, że odsetek ten wzrośnie do 4,8–4,9 proc. pod koniec 2024 i w 2025 roku.

Pomimo dużego wzrostu polskie wynagrodzenie minimalne jest dalej umiarkowane na tle państw Unii Europejskiej. W tym momencie to jest w okolicach 600 euro, w przypadku wielu państw te wielkości są dwukrotnie, a nawet trzykrotnie wyższe – mówi Jakub Rybacki, ekonomista Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Wzrost naszej płacy minimalnej jest szybki, ale równocześnie obserwujemy też osłabianie się złotego, co trochę niweluje ten efekt. Tutaj nie dochodzi do utraty konkurencyjności w związku z rosnącymi kosztami pracy na tle ogólnounijnym, międzynarodowym.

Kwestią płacy minimalnej zajęła się w tym roku Unia Europejska. Parlament we wrześniu przegłosował, a Rada Europejska przyjęła na początku października dyrektywę, która ma zostać wprowadzona do krajowych legislacji w ciągu dwóch lat. Zakłada ona harmonizację, ale nie wysokości, tylko relacji płacy minimalnej do średniego wynagrodzenia na poziomie 50 proc. średniego wynagrodzenia brutto lub 60 proc. mediany wynagrodzeń. W przypadku Polski  różnica nie powinna być mocno odczuwalna. W I połowie 2022 roku średnie wynagrodzenie w Polsce w gospodarce narodowej wynosiło niespełna 6200 zł brutto, podczas gdy płaca minimalna obowiązująca w tym roku to 3010 zł.

 Zazwyczaj wysokość płacy minimalnej najlepiej porównywać do średniego bądź medianowego wynagrodzenia. Rozbieżności w UE są duże. Rekordzistą jest Francja, gdzie wynagrodzenie minimalne odpowiada mniej więcej 65 proc. medianowego wynagrodzenia, natomiast są też państwa, gdzie ten odsetek wynosi 40 proc. – mówi Jakub Rybacki. – To będzie duże wyzwanie dla części państw, gdzie te wartości są o 20 pkt proc. niższe. Część państw, które historycznie do tej pory w niewielkim stopniu podnosiły wynagrodzenia minimalne, będzie musiała zmodyfikować swoją politykę. To może mieć różne skutki dla rynku pracy. Ostatnie lata nie dają jednoznacznych dowodów, że ten wzrost jakoby silniej miał rzutować na bezrobocie, natomiast dalej jest zagrożenie, że tutaj mogą wystąpić jakieś zwolnienia.

Do wprowadzenia dyrektywy nie będą zobowiązane kraje, gdzie płaca minimalna nie obowiązuje. Jest ich sześć: Austria, Dania, Finlandia, Szwecja, Włochy i Cypr. Tam poziom wynagrodzenia ustala się w drodze negocjacji zbiorowych. Dzięki wysokiej kulturze rozmów zbiorowych z pracodawcami przedstawiciele pracowników są w stanie negocjować pełną siatkę płac także dla osób najmniej zarabiających.

Kategorie
Aktualności Biznes

Wysokie ceny energii zagrażają transportowi kolejowemu.

– Będziemy przekonywać, że należy znowelizować ustawę o zamrożeniu cen energii i objąć nią kolej – jako krwiobieg gospodarki i środek transportu, który wozi m.in. węgiel. On też ma wpływ na ceny energii elektrycznej. Jeśli będziemy podnosić ceny transportu węgla – a jak mamy nie podnosić, skoro mamy wyższe koszty – to ceny prądu będą dalej rosły. Potem my znów będziemy musieli podnosić ceny etc. To jest błędne koło i trzeba je przerwać – mówi Michał Litwin, dyrektor generalny Związku Niezależnych Przewoźników Kolejowych. Jak podkreśla, cała branża boryka się w tej chwili ze wzrostem cen energii i ogólnym wzrostem kosztów. W trudnej sytuacji są zwłaszcza ci przewoźnicy, którzy muszą kontraktować nowe dostawy energii na 2023 rok, oraz mali operatorzy. Wielu z nich będzie zmuszonych wprowadzać gwałtowne podwyżki cen frachtu kolejowego i ograniczać działalność.

– Koszt energii to około 20 do 30 proc. kosztów po stronie przewoźników, więc jeśli ta część wzrasta o 300 czy 400 proc., to w naturalny sposób ma bardzo fundamentalny wpływ na całość kosztów przewoźników i związane z tym ceny, których przewoźnicy będą oczekiwali od klientów. Innymi słowy: wysokie ceny energii niestety przełożą się na wyższe ceny frachtu kolejowego – mówi agencji Newseria Biznes Michał Litwin.

Jak wskazuje, problem cen energii nie jest równie dotkliwy dla wszystkich przewoźników kolejowych. Część z nich ma zabezpieczone dostawy energii w ramach długoterminowych kontraktów, a więc po cenach sprzed podwyżek. Część, którym obecne umowy wygasają, będzie musiała kontraktować dostawy na nowych zasadach, uwzględniając kilkusetprocentowy wzrost stawek. Będzie on problemem zwłaszcza dla mniejszych operatorów, którzy zostaną zmuszeni do tego, aby wprowadzać gwałtowne podwyżki cen dla swoich klientów. Dla wielu z nich może to poskutkować ograniczeniem działalności, a nawet bankructwem.

Prezes ZNPK podkreśla, że wzrost kosztów jest odczuwalny na poziomie całej branży i dotyczy nie tylko cen energii. W tym tygodniu Prezes Urzędu Transportu Kolejowego zatwierdził bowiem nowy cennik PKP Polskich Linii Kolejowych w części dotyczącej dostępu do infrastruktury kolejowej. Nowe, średnio o kilka procent wyższe stawki zaczną obowiązywać od 21 grudnia br.

Zgaduję, że część tej podwyżki też jest związana ze wzrostem kosztów energii, które PKP Polskie Linie Kolejowe również ponoszą, to jest oczywiste. Natomiast te wyższe koszty będą przekładały się na wyższe ceny, szczególnie frachtu kolejowego cargo, bo z przewoźnikami pasażerskimi może być do pewnego stopnia inaczej. Tutaj są kwestie dopłat, rekompensat itp. Jednak tak czy inaczej ktoś będzie musiał za to zapłacić, bo skoro rosną koszty, to i ceny będą musiały wzrosnąć – mówi ekspert.

ZNPK wskazuje, że transport kolejowy jest sektorem o strategicznym znaczeniu dla całej gospodarki. Jest też ważnym elementem europejskiej strategii na rzecz zrównoważonej i inteligentnej mobilności. Tymczasem wielu przedsiębiorstwom z tej branży grozi w tej chwili ograniczenie działalności i utrata płynności finansowej. Kłopoty przewoźników kolejowych mogą zaś poważnie zaszkodzić całemu rynkowi przewozów towarowych i doprowadzić do odpływu ładunków z kolei na drogi, ponieważ wzrosty cen diesla dla samochodów ciężarowych są niższe niż wzrosty cen energii elektrycznej, czyli napędu dla pociągów. W efekcie spowoduje to sumaryczny efekt wzrostu emisji CO2 przez sektor transportu.

Mimo apeli ze strony branży towarowi przewoźnicy kolejowi nie zostali objęci przepisami ustawy o środkach nadzwyczajnych mających na celu ograniczenie wysokości cen energii elektrycznej oraz wsparciu niektórych odbiorców w 2023 roku. Zgodnie z jej zapisami z tańszego prądu będzie mogła skorzystać tylko niewielka grupa operatorów, którzy kwalifikują się jako MŚP. Natomiast pozostali – czyli według szacunków ZNPK ok. 85–90 proc. rynku – nie będą uprawnieni do skorzystania z preferencyjnych taryf i będą musieli ponosić o wiele wyższe koszty, w żaden sposób niezrekompensowane.

– W sektorze przewoźników towarowych, jeśli ktoś ma nawet 2 proc. udziału w rynku, to wypracowuje obroty liczące kilkaset milionów złotych. To jest taki rynek, więc bardzo trudno zakwalifikować się jako mały lub średni przedsiębiorca. Większość rynku jest poza tą ustawą i nie ma praktycznie żadnych innych mechanizmów, które stanowiłyby dla rynku towarowego jakąkolwiek kompensatę – mówi dyrektor generalny Związku Niezależnych Przewoźników Kolejowych. – W związku z tym niestety konkurencyjność przewozów drogowych w tej perspektywie rośnie. To nie wróży dobrze branży kolejowej.

Branża wskazuje, że wyłączenie jej z zapisów ustawy ograniczającej ceny prądu spowoduje wzrost cen frachtu kolejowego kluczowych surowców, w tym m.in. węgla, paliw, kruszyw dla budownictwa czy zboża. W efekcie doprowadzi to do dalszego wzrostu presji inflacyjnej w całej gospodarce.

– Będziemy zabiegać i przekonywać władze, że należy tę ustawę znowelizować i wznowić dyskusję o tym, żeby objąć nią kolej jako krwiobieg gospodarki, jako środek transportu, który wozi m.in. węgiel wpływający na ceny energii elektrycznej. Jeśli będziemy podnosić ceny transportu węgla – a jak mamy nie podnosić, skoro mamy wyższe koszty – to ceny prądu będą dalej rosły, potem my znów będziemy musieli podnosić ceny etc. To jest błędne koło i chcielibyśmy je przerwać – mówi Michał Litwin. – Jeśli natomiast z jakichś względów nowelizacja nie będzie możliwa, to nas interesuje każda inna obniżka kosztów. Można rozmawiać chociażby o czasowym obniżeniu stawek dostępu do infrastruktury kolejowej czy liberalizacji dostępu do zawodu maszynisty, która być może spowodowałaby obniżenie kosztów pracy.

Kategorie
Biznes

60 proc. Polaków uważa się za przygotowanych do prowadzenia własnego biznesu.

Chociaż blisko dwie trzecie Polaków uważa, że założenie firmy w naszym kraju jest proste, nie przekłada się to na intencje przedsiębiorcze, które z roku na rok słabną – wynika z raportu PARP „Global Entrepreneurship Monitor”. Dla wielu barierą jest strach przed porażką i niewiara we własne umiejętności, ale też obawa przed biurokracją i zmieniającymi się przepisami, które stanowią duże wyzwanie dla firm, szczególnie z sektora MŚP. Dlatego tak duże jest ich zainteresowanie wszelkiego rodzaju inicjatywami edukacyjnymi. Aby wesprzeć przedsiębiorców PARP oraz Ministerstwo Rozwoju i Technologii, już po raz kolejny zorganizowali cykl wideokonferencji zatytułowanych „Idea rozwoju Twojego biznesu”. Ich celem jest przybliżenie przedsiębiorcom najbardziej aktualnych tematów związanych z prowadzeniem firmy, w tym nowych rozwiązań i regulacji prawnych.

– Na infolinię PARP dzwoni ok. 100 tys. przedsiębiorców rocznie. Rozmawiamy m.in. o tym, co oferują fundusze europejskie, ale również o tym, jakie aspekty są istotne w prowadzeniu i rozwijaniu działalności gospodarczej. Na tej podstawie – wspólnie z Ministerstwem Rozwoju i Technologii – przygotowaliśmy cykl konferencji online #idearozwojubiznesu, skierowanych do mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Dorywalska, dyrektor Departamentu Komunikacji i Marketingu w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

„Idea rozwoju Twojego biznesu” to cykl 10 konferencji informacyjno-edukacyjnych, które odbywają się online na stronie internetowej parp.gov.pl w listopadzie i grudniu. Przedsiębiorcy z sektora MŚP mogą się z nich dowiedzieć m.in., jakie narzędzia sprzyjają rozwojowi cyfryzacji, zielonej transformacji i innowacyjności firmy, a także poznać najnowsze regulacje prawne dotyczące prowadzenia działalności gospodarczej. 

– Mówimy o tym, co jest ważne dla przedsiębiorców, czyli np. jak prowadzić prostą spółkę akcyjną albo jak przekazać firmę swoim następcom – mówi Karolina Dorywalska. – Ważnymi tematami poruszanymi podczas tego cyklu spotkań z pewnością będzie też planowana nowelizacja ustawy o CEIDG oraz zamówienia publiczne dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Kolejne spotkanie z cyklu „Idea rozwoju Twojego biznesu” odbędzie się w czwartek 24 listopada br., o godzinie 10. Będzie poświęcone usługom z zakresu transformacji cyfrowej dla przedsiębiorców oraz Europejskim Hubom Innowacji Cyfrowych, czyli nowo powstającym ośrodkom współfinansowanym przez Komisję Europejską, których rolą będzie pomoc w zwiększaniu konkurencyjności firm poprzez wsparcie ich w procesie cyfryzacji. EHIC mają umożliwić rozwój przede wszystkim małym i średnim firmom.

Wśród poruszanych tematów będą m.in. granty na nowe projekty inwestycyjne, zamówienia publiczne dla MŚP oraz dyrektywa Omnibus, czyli nowe przepisy dla e-handlu. Z perspektywy MŚP, które borykają się w tej chwili z dużymi podwyżkami rachunków za energię, szczególnie interesująca może być też konferencja poświęcona efektywności energetycznej i jej roli w obniżaniu kosztów prowadzenia działalności. Wydarzenie odbędzie się 1 grudnia br. i wezmą w nim udział eksperci, m.in. z Politechniki Warszawskiej, Stowarzyszenia Fala Renowacji oraz firmy Danfoss.

W naszym cyklu biorą udział zarówno eksperci z rynku, jak i osoby, które bezpośrednio odpowiadają za tworzenie nowych przepisów prawa dla polskich firm. Między innymi dlatego cieszą się one tak dużą popularnością – każdą z naszych wideokonferencji ogląda ponad pół tysiąca osób – mówi Karol Demski, kierownik w Departamencie Komunikacji i Marketingu w PARP.

Udział w konferencjach z cyklu „Idea rozwoju Twojego biznesu” jest dla przedsiębiorców bezpłatny i nie wymaga wcześniejszej rejestracji. Kolejne takie wydarzenia będą się odbywać dwa razy w tygodniu, Szczegółowy harmonogram wraz z tematami kolejnych spotkań jest dostępny na stronie PARP. Tam można również obejrzeć zapis wszystkich wcześniejszych wideokonferencji, ponieważ tegoroczna edycja cyklu jest już trzecią z kolei.

Poprzednie dwie edycje cieszyły się olbrzymią popularnością, co pokazuje, jak wielkie znaczenie mają takie inicjatywy edukacyjne dla firm – mówi Karol Demski.

Tegoroczny raport z badania przedsiębiorczości „Global Entrepreneurship Monitor”, opublikowany przez PARP, pokazuje, że obawy przedsiębiorców co do swoich kompetencji mogą hamować proces powstawania nowych firm. Przykładowo 66 proc. grupy osób będących na wczesnym etapie prowadzenia działalności wskazało, że przed założeniem start-upu Polaków powstrzymuje brak umiejętności związanych z organizacją i zarządzaniem firmą, niezbędnych do rozpoczęcia działalności. To wzrost o 13 pkt proc. względem roku 2019. Taki sam odsetek uważa, że decyduje o tym brak wiary we własne umiejętności, z kolei 63 proc. wskazało na brak wiedzy branżowej i specjalistycznej niezbędnej do rozpoczęcia działalności (wzrost wskazań o 8 pkt proc.). Te odpowiedzi padały tylko nieznacznie rzadziej niż brak kapitału czy brak pomysłu na biznes.

Z drugiej strony w ubiegłym roku 60 proc. Polaków było przekonanych, że dysponują wystarczającą wiedzą i umiejętnościami do prowadzenia firmy. Co ciekawe, ten odsetek był zdecydowanie wyższy niż w latach poprzedzających pandemię (50 proc. w 2019 roku i 47 proc. w 2018 roku) oraz wyższy niż europejska średnia (50 proc.). Nieznacznie (o 2 pkt proc.) wzrósł za to odsetek osób, które choć widzą szanse biznesowe, obawiają się porażki. W ubiegłym roku 43 proc. dorosłych Polaków przyznawało, że to właśnie ryzyko nieosiągnięcia sukcesu zniechęca ich do założenia firmy.

W 2021 roku tylko 3 proc. osób niezaangażowanych w prowadzenie działalności gospodarczej odpowiedziało twierdząco na pytanie o to, czy planuje w ciągu najbliższych trzech lat założyć firmę. W poprzednich dwóch latach było to odpowiednio 5 proc. i 6 proc. Wynik dla Polski jest znacznie niższy od średniej dla Europy, która wynosi 13 proc. Jednocześnie 64 proc. Polaków uważało, że założenie firmy w naszym kraju jest proste (w 2019 roku było to 90 proc.).